Dobra strona Dzikiego Billa, czyli o mariażu polskiego ostrego sosu z branżą kreatywną

Polskie ostre sosy, produkowane w Polsce ostre sosy, ostre sosy z Polski. Którąkolwiek z tych fraz zadamy do wyszukania w google.pl, to na pierwszym miejscu zobaczymy ten sam wynik. To www.dzikibill.pl. Kim jest Dziki Bill? Frazy mówią same za siebie. To polska firma, która na bazie pomidorów oraz ostrych papryczek jalapeno i habanero produkuje sosy do potraw.

O tym, jak wyglądała realizacja strony internetowej www.dzikibill.pl opowiada Paweł Tunicki, współzałożyciel firmy Creosite:
Optymalizacja strony pod kątem wyszukiwarek, zwłaszcza Google, to jedna z naszych specjalności. Frazy dobrane dla Dzikiego Billa okazały się strzałem w dziesiątkę. Okazało się, że “polskie ostre sosy” to dziewiczy teren w polskim internecie. Oczywiście szło to w parze z kompleksowym zaprojektowaniem i wykonaniem strony internetowej od zera aż po jej uruchomienie i serwis. Nasza filozofia to dać maksimum wartości. Dlatego oprócz samego layoutu, czyli wyglądu strony i kolejnych podstron, dostarczamy również jej zawartości (zdjęcia, filmy, teksty) oraz optymalizujemy “postawienie” strony na serwerze, pomagamy w zakupie i utrzymaniu domeny. Wówczas mamy pewność, że zarówno dziś, jak i za rok, dwa czy więcej nasza strona jest tak samo łatwa do znalezienia dla potencjalnych klientów i jest lekka w odbiorze, tak technicznym (urządzenie mobilne i stacjonarne), jak estetycznym. Dbamy też o to, by strona była skalowalna, czyli mogła się rozwijać razem z firmą, produktem. Dokładnie to Creosite zrobiło dla Dzikiego Billa.

Zadaniem Creosite było przygotowanie identyfikacji wizualnej (poza logo) Dzikiego Billa, zbudowanie strony internetowej oraz przygotowanie materiałów foto i video do wykorzystania na stronie i w mediach społecznościowych. Z racji nazwy i podstawowego skojarzenia ostrego sosu jako dodatku do dań z grilla, obrano kierunek na Dziki Zachód. Na pierwszy ogień poszła produkcja filmu produktowego: wynajem strojów, poszukiwanie pleneru, kręcenie zdjęć, montaż. Dodatkowym wyzwaniem było to, że zleceniodawca miał gotowy podkład dźwiękowy do filmu i zależało mu na tym, by go wykorzystać. To się udało. Film niemal od razu zaczął “pracować” na profilach Dzikiego Billa w mediach społecznościowych i spowodował skok zainteresowania produktem oraz pojawienie się sporej grupy nowych fanów, co było dowodem na skuteczność wykonanej pracy. Kolejny etap to sesja zdjęciowa produktu na potrzeby strony i projektowanie samej strony. W zamyśle strona miała być lekka, nieprzeładowana treścią, a jednocześnie być żywa, przykuwająca uwagę.

Na stronie Dzikiego Billa widać nasz styl – dodaje Paweł Tunicki. Słuchamy głosu zleceniodawcy. Wspólnie z Klientem szukamy najlepszego wyglądu, dopasowanego do charakteru firmy czy produktu. Nie jest to stary, statyczny układ html typu “tekst plus zdjęcie”. Elementy ruchome, film, dźwięk, kolor i wysoka jakość szaty graficznej mają sprawić, że strona wciąga widza do odkrywania więcej i więcej. Zdajemy sobie sprawę, że budowanie witryny to pewien proces. Dlatego pracujemy w danym momencie tylko z jednym zleceniodawcą, by móc być w pełni do dyspozycji tego jednego projektu. Tworzymy teksty, dobieramy frazy kluczowe, optymalizujemy treść dla wyszukiwarek, ludzkim językiem tłumaczymy Klientowi techniczne aspekty istnienia jego witryny. Zwracamy przy tym uwagę na otoczenie konkurencyjne. Wiemy, że strona internetowa to wizytówka firmy i jej produktów, zatem musi robić różnicę wobec konkurencji. Lubimy wstawać od komputera z poczuciem, że Klient otrzymał w 100% to, czego oczekiwał i za co zapłacił.

Powyższe słowa potwierdza Ryszard Sierotnik, twórca sosów Dziki Bill i wspólnik w spółce o tej samej nazwie:

Trzy lata temu mieliśmy produkt, zapał i nic więcej. Marketingowo byliśmy w lesie. Nie mogliśmy otworzyć e-sklepu, bo nie mieliśmy zdjęć, nie mieliśmy strony, bo nie mieliśmy zdjęć, itd. Podjęliśmy współpracę z jedną firmą webmasterską, ale efekt… był daleki od oczekiwań. Dostaliśmy stronę jakich wiele, niczym się nie wyróżniała, nie miała tego czegoś, była bez charakteru. Pokazaliśmy tę stronę Pawłowi z Creosite, a on od razu zapytał: czy mogę zaproponować coś innego? Na próbce dosłownie kilku zdjęć opracował szablon, wizualizację strony, którą mamy obecnie i byliśmy zachwyceni!

Urzekło nas kompleksowe podejście – jeden wykonawca i dostaliśmy komplet: stronę internetową, film i zdjęcia. Projekt Creosite dał nam jednolitą identyfikację wizualną. Co ważne, mieliśmy już logo i butelkę, ale oni nie kręcili nosem, tylko wymyślili układ strony tak, by to wyeksponować. To ma znaczenie dla przedsiębiorców, że druga strona rozumie kwestię kosztów. Ludzie z Creosite nie generują kosztów zbędnych. Wychodzą z założenia, że jeśli coś masz, to pewnie tego chciałeś i to jak najlepiej wykorzystamy. Tak było na przykład z filmem. Creosite dostało trudne zadanie, ponieważ otrzymali od nas ścieżkę dźwiękową, której z nimi nie konsultowano. Lektor mówi mieszaniną polskiego i angielskiego, z amerykańskim akcentem. Creosite nagrało obraz, który idealnie wkomponował się zarówno w charakter Dzikiego Billa, jak i naszego nagrania audio. Trafili w punkt. Dzięki wykorzystaniu bardziej angażującego formatu nasze zasięgi w mediach społecznościowych poszybowały do nieznanych nam dotąd rozmiarów. Za tym poszła fala lajków, udostępnień, no i sprzedaż.

Kolejna świetna sprawa – Creosite potrafiło nas wysłuchać, zrozumieć nasz styl, dostosować styl strony do naszego logotypu i etykiety. Tak, to było najważniejsze, że oni nas słuchali. Pytali, jakie strony nam się podobają i jak chcielibyśmy, by wyglądała nasza.

Dostaliśmy też mnóstwo bardzo dobrych, naturalnych zdjęć, co pozwoliło nam zaistnieć na Facebooku, zyskać dodatkowych fanów i dotrzeć z jasnym przekazem do wielu, wielu nowych osób.

Zupełnie nieznaną dla nas planetą było SEO i pozycjonowanie strony w wyszukiwarkach. Pomysły i praca Creosite sprawiły, że założona fraza “polskie ostre sosy” od dwóch lat utrzymuje się na pierwszej stronie wyników wyszukiwania w Google. Nie trzeba dodawać jak się to przekłada na rozpoznawalność marki i wynik sprzedażowy.

Podsumowując, czuliśmy się uczciwie potraktowani i z pewnością jeszcze długo będziemy kontynuować współpracę.

slask